Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Susan Cain, Ciszej proszę — Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać, MT Biznes, Warszawa 2012

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

W USA (i chyba nie tylko tam) żywy jest mit ekstrawertyka. Jest tak żywy, że często wdraża się młodych ludzi do ekstrawertycznych zachowań. Takich zachowań oczekuje się na przykład od amerykańskich menedżerów. Oto jak autorka opisuje swoje wrażenia z wizyty na kampusie Harvard Business School. „Nikt tu nie wałęsa się bez celu, nie przechadza się, ani nawet nie spaceruje. Wszyscy chodzą szybkim dynamicznym krokiem, z wyraźnym impetem prąc do przodu. Panuje rześka, wczesnojesienna aura ? mam wrażenie, że ciała studentów, którzy z taką werwą przemierzają kampus, emanują wręcz pozytywną wrześniową energią. Kiedy ich drogi krzyżuję się, nie wymieniają oni ze sobą jedynie konwencjonalnych pozdrowień, lecz długo i serdecznie witają się, wypytując  znajomych o wrażenia z letniego stażu w J.P.Morgan czy też wyprawy trekkingowej w Himalaje.”

A jednak książka Susan Cain znalazła się na liście bestsellerów New York Timesa i została wydana w 30 krajach. Introwertycy zostali wreszcie docenieni. Ekstrawertycy są na świecie potrzebni, ale ani mniej, ani więcej niż, introwertycy. Wbrew oczekiwaniom ci ostatni mają też cechy ważne w biznesie, jak na przykład zdolność do odraczania gratyfikacji (nagrody), co przekłada się na mniejszą skłonność do ryzyka. Są też generalnie bardziej kreatywni.

Książkę warto przeczytać, choć — w moim subiektywnym odczuciu — jest nieco za rozwlekła. Autorka przedstawia wiele ważnych tez, te jednak zmieściłyby się pewnie na 100 stronach, podczas gdy książka ma ich blisko 500. Te pozostałe 400 to różne z życia wzięte przykłady i anegdoty. Niektórzy lubią taki styl. Ja mniej. Niemniej ponad połowę książki połowę przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Resztę przekartkowałem.

Charles Duhigg, Siła nawyku — Dlaczego robimy to, co robimy i jak można to zmienić w życiu codziennym i biznesie, PWN 2013

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

To bardzo ważna książka, gdyż pozwala zrozumieć nie tylko czym są nawyki, ale też jak możemy je kształtować i zmieniać, a także jak się ich pozbywać. Książka jest tak bogato ilustrowana opisami przypadków, że właściwie można ją określić jako zbiór nowel z komentarzami psychologa. Prawdę mówiąc, dla mnie tego tekstu ilustracyjnego jest stanowczo za dużo, jednakże wysłuchałem „Siłę nawyku” dwukrotnie (w wersji audio), a następnie kupiłem i przekartkowałem wersję papierową. I nie żałuję. A więc, jaka jest anatomia nawyku?

Nawyk to zapisany w naszych neuronach wzorzec zachowania, na który składają się trzy sukcesywnie następujące po sobie zdarzenia układające się w tzw. pętlę nawyku:

  • wskazówka (wyzwalacz) — wracam do domu po męczącym dniu pracy,
  • zwyczaj — przebieram się w dres i idę pobiegać,
  • nagroda —  endorfiny uwolnione w czasie wysiłku powodują, że czuję się zrelaksowany i uwolniony od stresu.

W wielu sytuacjach nawyki pozwalają nam podejmować decyzje machinalnie, tj. nie myśląc o tym co robimy, co nie tylko oszczędza energię wydatkowaną na pracę mózgu, ale też pozwala wykonywać daną czynność szybko i bezbłędnie. Bardzo wiele codziennych czynności wykonujemy nawykowo. Na nawykach oparte są też wszystkie sporty, a tzw. trening techniczny służy właśnie kształtowaniu nawyków tenisisty, narciarza, czy pływaka. Jak pisze Charles Duhigg, nawyki wytwarzają neurologiczną żądzę. Ta rządza, to utrwalające nawyk pragnienie nagrody, które pojawia się na widok wskazówki.

Jednakże, nie wszystkie nawyki pomagają nam działać skutecznie. Są też takie, które powstały mimo naszej woli i których chętnie byśmy się pozbyli. Oto kolejny przykład:

  • wskazówka (wyzwalacz) — wracam do domu po męczącym dniu pracy,
  • zwyczaj — robię sobie podwójnego drinka, a następnie jeszcze jednego,
  • nagroda —  alkohol spowoduje, że czuję się zrelaksowany i uwolniony od stresu.

Z tym drugim nawykiem wiele osób ma problem. Chciałoby się go pozbyć, podejmując silne postanowienie, że od jutra przestaną sięgać po drinka. Tyle że „jutro”, jest zawsze jutro, a rzadko kiedy dziś. Pragnienie nagrody zwykle pokonuje nasze dobre intencje.

Rzecz w tym, że aby zmienić nawyk, trzeba uszanować pragnienie zmieniając jedynie zwyczaj, ale tak, aby nie naruszać nagrody. Innymi słowy, pomiędzy dotychczasową wskazówkę i nagrodę trzeba wstawić nowy zwyczaj. Zamiast sięgać po drinka, idziemy pobiegać. Jak twierdzi autor książki, „niemal każde zachowanie może zostać zmienione, jeżeli wskazówka i nagroda pozostaną niezmienione”.

Rzecz wydaje się bardzo prosta, jest jednak pewne „ale”. Często nie zdajemy sobie sprawy ani ze wskazówki, ani z nagrody — znamy jedynie zwyczaj. Wtedy trzeba przeanalizować nasze zachowanie, aby odkryć wskazówkę, a następnie poeksperymentować z kilkoma zwyczajami, aby znaleźć ten, który zapewni nam nagrodę.

Jest też i drugi problem — aby zmienić zwyczaj, musimy uwierzyć, że nowy dostarczy nam tej samej nagrody. Tę wiarę znacznie łatwiej osiągnąć w grupie niż samotnie. Stąd najskuteczniejsze terapie odwykowe, to terapie grupowe.

Jak się okazuje, „rolę wskazówki może pełnić niemalże wszystko, od wyzwalacza wzrokowego, jakim jest widok batonika czy reklama telewizyjna, aż po określone miejsce, porę dnia, emocję, sekwencję pojawiających się po sobie myśli albo towarzystwo konkretnych osób”.

Tworzenie nowego nawyku, albo też zamiana jednego nawyku na drugi, wymaga najczęściej wykorzystania siły woli. W takim przypadku dobrze jest wiedzieć, że nasza wola, podobnie jak nasze mięśnie, podlega zjawisku zmęczenia. Jeżeli więc jesteśmy w trakcie zamiany drinka na jogging po powrocie z pracy, to nie eksploatujmy zbytnio siły naszej woli w ciągu dnia.

Szczególnie ważną rolę odgrywają w naszym życiu tzw. nawyki kluczowe. Są to takie nawyki, których utrwalenie powoduje pojawianie się nowych. Na przykład zauważono, że ludzie, którzy nabierają nawyku ćwiczeń sportowych zaczynają odżywiać się zdrowiej, rzucają palenie i nadużywanie alkoholu. Pojawienie się nawyku kluczowego może być motorem potężnych zmian, zarówno dobrych, jak i złych.

Znamiennym przykładem takich zamian pozytywnych jest historia Paula O’Neilla, który w latach 1987 – 2000 dokonał głębokiej przemiany źle działającej huty aluminium Alcoa w Stanach Zjednoczonych. W ciągu 13 lat jego pracy na stanowisku prezesa zarządu przychód netto Alcoa powiększył się pięciokrotnie, a wartość firmy wzrosła o 27 mld dolarów.

O’Neill rozpoczął swoje działanie od zdefiniowania jednego celu i wprowadzenia jednego nawyku. Na pierwszym spotkaniu z kadrą kierowniczą i inwestorami oświadczył, że jego naczelnym celem będzie uczynienie z Alcoa najbezpieczniejszej huty w USA. Był to cel, któremu nikt — począwszy od kierownictwa, a skończywszy na związkach zawodowych — nie ośmielił się sprzeciwić. Dla jego realizacji O’Neill zarządził, aby o każdym wypadku w fabryce był informowany w ciągu 24 godzin oraz aby informacja zawsze zawierała program naprawczy. Oświadczył też, że kto zlekceważy to polecenie, nie może liczyć na awans. W ten sposób rozpoczęło się  wrażanie w hucie następującego społecznego nawyku:

  • wskazówka — wypadek przy pracy,
  • zwyczaj — raport zawierający plan naprawczy,
  • nagroda —  szansa na awans.

W wyniku utrwalenia tego nawyku pojawiły się następujące zmiany:

  1. pracownicy poczęli analizować przyczyny wypadków, co wymagało analizy procesów produkcyjnych,
  2. w konsekwencji tych analiz usprawniano procesy i procedury,
  3. usprawnione procesy dawały oszczędności czasu, energii i surowca,
  4. pracownicy nabrali nawyku doskonalenia swojej pracy,
  5. zaczęli też porozumiewać się i współpracować w dziele doskonalenia firmy,
  6. udrożniono poziome i pionowe kanały informacyjne.

A w wyniku tych wszystkich zmian podniosła się zyskowność firmy. Tak więc wdrożenie jednego kluczowego nawyku zmieniło całą firmę.

Jak się okazuje, znaczącą rolę w powstawaniu kluczowych nawyków stanowią tzw. „małe zwycięstwa”, które uruchamiają siły do sięgnięcia po kolejne. To one właśnie powodują, że kluczowe nawyki prowadzą do daleko idących zmian. Na przykład (przyp. mój), sukcesy związane z usuwaniem drobnych barier, na które pracownicy napotykają w swojej pracy (patrz Bariery w pracy) powoduje powstanie nawyku stałego tropienia możliwości podnoszenia jakości pracy firmy.

Friedrich August von Hayek, Konstytucja wolności, PWN, Warszawa 2006

Ocena użytkowników: 2 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna


To na pewno jedna z najważniejszych książek na tematy społeczne i ekonomiczne, jakie przeczytałem w ciągu mojego dorosłego życia. Mimo, że ukazała się po raz pierwszy w roku 1960 w wydawnictwie uniwersytetu w Chicago, dziś nie traci na aktualności. Jest tak bardzo nasycona głęboką wiedzą, że nie sposób jej streścić — gdybym miał zawrzeć w streszczeniu wszystkie jej najważniejsze myśli, pewnie musiałbym zacytować jej tekst w całości. Dokonam więc subiektywnego wyboru myśli, które zafascynowały mnie najbardziej, a i tak ze względu na ograniczoną formułę moich relacji, będę musiał z większości z nich zrezygnować.

Pierwszy poruszony przez autora temat, to oczywiście definicja wolności. Hayek wskazuje trzy różne rozumienia słowa „wolność” i przestrzega przed ich mieszaniem:

  • wolność polityczna polegająca na udziale w wyborze swojego rządu, w procesie legislacyjnym i w kontroli nad administracją,
  • wolność wewnętrzna oznaczająca stopień w jakim człowiek kieruje się w swoich własnych działaniach raczej własną świadomą wolą, swoim rozumem czy trwałym przekonaniem, niż chwilowym impulsem czy okolicznościami,
  • wolność (bez przymiotnika) oznaczająca brak przymusu, a więc możliwość robienia tego, co chcę.

Zdaniem Hayeka, aby wolność przynosiła pożytki społeczne, musi być dostatecznie szeroko rozumiana i kończyć się dopiero tam, gdzie oznaczałaby przymus dla innych. W pierwszej z tych spraw pisze, że celów wolności nie osiągniemy: 

jeśli ograniczymy ją do określonych przypadków, o których wiemy, że jej skutki będą dobre. Wolność przyznawana tylko wtedy, gdy z góry wiadomo, że jej rezultaty będą korzystne, nie jest wolnością. (…) Dlatego nie jest argumentem przeciw indywidualnej wolności fakt, że jest ona często nadużywana.

Konieczność drugiego atrybutu wolności wyjaśnia tak:

Korzyści, jakie czerpię z wolności, są więc głównie efektem korzystania z wolności przez innych, przy czym przede wszystkim z takiego z niej korzystania, jakie dla mnie samego byłoby niedostępne. (…) Ważne jest nie to, jaką wolnością ja osobiście chciałbym się cieszyć, lecz to jaka wolność jest komuś potrzebna, żeby mógł robić rzeczy pożyteczne dla społeczeństwa. Tę wolność możemy zapewnić jakiejś nieznanej osobie, tylko dając ją wszystkim.(…) Oczywiście korzyści jakie czerpiemy z wolności innych, rosną wraz z powiększaniem się liczby tych, którzy cieszą się wolnością.

Jednakże hayekowskie rozumienie wolności jest dalekie od anarchii:

Zasada wolności nie zaprzecza zasadzie organizacji, która jest jednym z najpotężniejszych środków, jakie może wykorzystać ludzki rozum, lecz przeczy wszelkiej organizacji zamkniętej, uprzywilejowanej, monopolistycznej, stosowaniu przymusu w celu uniemożliwienia innym prób ulepszeń.

Bardzo interesujący jest też pogląd Hayeka na społeczną sprawiedliwość wynagrodzenia:

W wolnym społeczeństwie talenty nie „uprawniają” człowieka do jakiejkolwiek określonej pozycji. (…) W wolnym społeczeństwie nie jesteśmy wynagradzani za nasze umiejętności, ale za właściwe ich wykorzystanie. (…) Udane wykorzystanie tego potencjału przedsiębiorczości (a poszukując najlepszych zastosowań dla naszych zdolności, wszyscy jesteśmy przedsiębiorcami) jest w wolnym społeczeństwie najwyżej nagradzane, natomiast skromniejszą gratyfikacją musi zadowolić się każdy, kto pozostawia innym znalezienie użytecznych zastosowań dla swoich zdolności.

Inna myśl, która mnie zafascynowała, to relacja pomiędzy równością i wolnością:

Jednak równość ogólnych zasad prawa i postępowania jest jedynym rodzajem równości sprzyjającej wolności i jedyną równością, którą możemy zapewnić bez zniweczenia wolności. (…) Postulat wolności wymaga, żeby państwo traktowało ludzi na równi, lecz nie dlatego, że zakłada ich rzeczywistą równość, ani też nie dlatego, że zabiega o ich zrównanie. (…) Istotą postulatu równości wobec prawa jest to, że powinni być traktowani jednakowo bez względu na fakt, że są różni. (…) Z faktu, że ludzie są bardzo różni, wynika, że jeśli traktujemy ich tak samo, pojawia się nierówność ich rzeczywistego statusu, a jedynym sposobem zrównania ich statusu byłoby zróżnicowane ich traktowanie. Równość wobec prawa i równość materialna są więc nie tylko różnymi rzeczami, lecz wręcz pozostają w sprzeczności, możemy zatem osiągnąć albo jedną, albo drugą, ale nigdy obie naraz.

Innymi słowy, gdybyśmy chcieli zrównać nierównych, musielibyśmy użyć przymusu, a to oznaczałoby naruszenie wolności.

A co Hayek myśli na temat demokracji parlamentarnej, czyli rządów większości. Tu znów napotykamy na myśli dalekie od banalności. Jego kredo w tym przedmiocie jest takie: w każdej grupie ludzi (na przykład w grupie posłów), liczba osób, które się na danej sprawie znają (na przykład na materii właśnie omawianej ustawy) stanowi mniejszość. Jest to naturalna konsekwencja faktu, że różnych spraw jest zawsze więcej niż ludzi w dowolnej grupie. Zatem w sytuacji rządów większości, decyzje zwykle podejmuje niekompetentna większość wbrew kompetentnej mniejszości.

Nie mamy żadnych podstaw, żeby przypisywać decyzjom większości tę wyższą, ponadindywidualną mądrość, która w pewnym sensie zawiera się w produktach żywiołowego społecznego rozwoju. W rozstrzygnięciach większości nie należy doszukiwać się jakiejś wyższej mądrości. Mie mogą się w każdym razie równać z decyzjami, które po wysłuchaniu wszystkich opinii podjęliby najinteligentniejsi członkowie społeczności; rozwiązania większości będą wynikiem mniej ugruntowanych przemyśleń i na ogół będą kompromisem, który nikogo w pełni nie zadowala.

David Eagleman, Mózg incognito. Wojna domowa w Twojej Głowie, Carta Blanca, Warszawa 2012

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Niels Bohr, jeden z największych fizyków atomowych XX wieku, powiedział, że w obliczu wielkich tajemnic fizyki kwantowej strukturę atomu będzie można zrozumieć dopiero, jeśli przedefiniuje się słowo „rozumieć”.

Najpopularniejszy sposób rozumienia, czym jest atom, to wyobrażenie, że stanowi on coś na kształt bardzo małego układu słonecznego, gdzie wokół jądra krążą elektrony. To wyobrażenie, zwane przez fizyków modelem korpuskularnym,  nie jest jednak jedyne. Co prawda wyjaśnia ono niektóre obserwowalne fakty, ale nie wyjaśnia innych. Powstał więc drugi model, zwany falowym, który jednak też nie wyjaśnia wszystkich znanych nam cech materii. Czym jest więc materia: zbiorem cząstek elementarnych, czy też przestrzenią fal? Na tak postawione pytanie odpowiedź brzmiałaby: ani jednym, ani drugim, a przy tym i jednym i drugim. Bo w świecie mikro „rozumieć jak jest” ma inne znaczenie, niż w świecie makro. Oznacza ono jedynie, że potrafimy przewidywać przebieg zjawisk w zależności od aktualnych stanów otoczenia.

Najnowsze badania mózgu człowieka, o których pisze David Eagleman, charakteryzuje ten sam paradygmat. Zaciera się rozróżnienie na biologię i psyche, bo jeszcze do niedawna uznawane za materialnie nieidentyfikowalne cechy osobowości, znajdują odzwierciedlenie, w genotypach, układach neuronów i obecnych w naszym organizmie związkach chemicznych. Nowotwór mózgu może powodować skłonności pedofilskie, a obecność pewnego zestawu genów dziesięciokrotnie zwiększa szanse na zostanie zabójcą i czterdziestokrotnie — na dokonanie napaści o tle seksualnym.

Wiadomo też, że osoby o niższej aktywności peryferyjnych obwodów kory mózgowej (odpowiedzialnych za racjonalizację), działają w sposób impulsywny, tj. taki, że raczej wybiorą nagrodę natychmiastową niż odległą. Na takie osoby najsurowsze kary nie podziałają odstraszająco, one też przyczyniają się do powstawania „baniek spekulacyjnych”, gdzie możliwość natychmiastowego zysku przesłania ryzyko straty w dalszej przyszłości.

Te i podobne fakty każą nam zredefiniować pojęcie winy i kary i to nie tylko na poziome filozoficznym, ale też i prawnym. Skoro popełnienie przestępstwa może być wynikiem odziedziczonej biologii, to czy ma sens mówić o winie w dotychczasowym sensie tego słowa?

Winny, to już nie koniecznie ten, który zasługuje na społeczne potępienie, ale raczej ten, którego należy leczyć, a także przed którym — przynajmniej do czasu wyleczenia — trzeba chronić społeczeństwo. Redefinicji podlega więc i rozumienie kary, która ze środka odstraszającego staje się narzędziem resocjalizacji i barierą uniemożliwiającą ponowne przestępstwo. Już dziś amerykańskie sądy posługują się przy wydawaniu wyroku tzw. tabelami aktuarialnymi, które na podstawie historii życia oskarżonego pozwalają na określenie prawdopodobieństwa recydywy. Osoby o wyższym prawdopodobieństwie otrzymują wyższe wyroki więzienia.

Badania mózgu, podobnie jak kiedyś badania atomu, ponownie odkrywają przed nami nieznany obraz świata i po raz kolejny uświadamiają nam, jak wiele jeszcze nie wiemy.

Clara Shih, Era facebooka, Helion, Gliwica 2012

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Podtytuł: Wykorzystaj sieci społecznościowe do promocji, sprzedaży i komunikacji z Twoimi klientami. Wydanie II.

Książka stanowi obszerne kompendium wiedzy na temat wykorzystania facebooka — a w zasadzie forów społecznościowych, bo odnosi się również do  LinkedIn i Tweetera — przy promocji osób, firm i organizacji niegospodarczych. W zasadzie jednak jest napisana dla czytelnika, który potrafi posługiwać się podstawowymi narzędziami facebooka. Nie jest to więc podręcznik dla „technicznie początkujących”.

Główny nacisk autorka kładzie na efekty społeczne i marketingowe wywoływane przez Facebooka i inne pokrewne fora. Można też znaleźć wiele praktycznych wskazówek dotyczących wyboru fora — Facebook, LinkedIn czy Tweeter — w zależności od celu, jaki chcemy osiągnąć i od rodzaju organizacji, którą chcemy promować. W swoją dość dobrze prowadzoną narrację autorka wplata dużo wypowiedzi praktyków opisujących różnorodne przypadki zastosowań. Książka obejmuje 391 stron, ale jeżeli nie czytamy słowa po słowie i wybieramy to, co dla nas istotne, to całość daje się przeczytać w pociągu na trasie Kraków-Warszawa. Oczywiście później zalecane jest posurfowanie po Facebooku z książką w ręku. W sumie polecam.