Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Anna Cegieła, Jaka polszczyzna taka wspólnota Polaków

Ocena użytkowników: 5 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar ActiveStar Active

dr hab. Anna Cegieła, prof. UW
Uniwersytet Warszawski 
Tekst przemówienia wygłoszonego podczas XI Kongresu Obywatelskiego, 5 listopada 2016 r. 

Publikacja za zgodą kierownictwa Kongresu


Konflikty angażujące i dzielące polskie społeczeństwo często nie wynikają wcale z różnic w sferze wartości, lecz z nieodpowiedzialnego używania języka. Takiego, które czyni ze wspólnoty grupę osób niemogących się porozumieć. Umiejętność odpowiedzialnego korzystania z języka jest w rzeczywistości pewną sztuką – sztuką bycia wśród ludzi. A odpowiedzialność za niego, to odpowiedzialność za to, jaki świat dajemy drugiemu człowiekowi, za to, czy jest to ring bokserski czy miejsce spokojnego dialogu. 


Wielu z nas definiuje język jako narzędzie komunikacji. To ogromny skrót myślowy, ocierający się właściwie o pojęcie nieprawdy definicyjnej. Język nie jest wyłącznie narzędziem. I być może dlatego, że nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, zdarza nam się traktować go nieodpowiedzialnie. Bez języka nie byłoby możliwe poznanie, nie moglibyśmy nadawać kształtu myśleniu, nie powstałaby nauka ani literatura. Bez języka i komunikacji nie byłoby wspólnoty. Nie ma bowiem takiej wspólnoty, która nie zostałaby stworzona przez język. 

Na pytanie o to, jakim językiem mówić, by budować wspólnotę, jest tylko jedna odpowiedź – mówić językiem ku drugiemu człowiekowi. Nie przeciw niemu. Mówić dla niego. Dojrzałe użycie języka jest użyciem nie dla siebie, nie po to, żeby wypowiedzieć emocje, jakie wzbudza w nas drugi człowiek, np. z powodu innych niż nasze poglądów politycznych. Dojrzałe użycie języka, jak każde inne dojrzałe działanie, jest działaniem rezygnującym z interesu prywatnego. Jest działaniem wspólnotowym – dla drugiego, dla innych. 

Na pytanie o to, jakim językiem mówić, by budować wspólnotę, jest tylko jedna odpowiedź – mówić językiem ku drugiemu człowiekowi. Nie przeciw niemu. Mówić dla niego. 

Język jest działaniem. Działając bez namysłu, możemy nim zaszkodzić, zniszczyć kogoś lub go skrzywdzić. Także wspólnotę – rozbijając ją na grupę ludzi, którzy nie mogą się porozumieć. Taki ogromny zanik działań wspólnotowych, wręcz atomizację wspólnoty obserwujemy dziś w Polsce. Myślę, że duży udział ma w tym nieodpowiedzialne używanie języka, sięganie po kłamstwo, inwektywy, czy inne środki, które nie realizują postulatu poszanowania godności ludzkiej, które pozbawiają człowieka wielowymiarowości, odbierają mu autonomiczność. To nas – Polaków – niszczy i jest świadectwem niedojrzałości ludzi, którzy zachowują się, jakby walczyli o miejsce w piaskownicy. 

A wspólnota Polaków nie jest piaskownicą – jest czymś znacznie ważniejszym. Trzeba w niej widzieć wartość wymagającą dojrzałej troski zbiorowej. Nie przedkładać nieustannie swoich potrzeb nad potrzeby innych. Wyjść poza horyzont własnych interesów. Być cierpliwym i wyrozumiałym, nawet jeżeli nie jest to łatwe. Nikt z nas nie żyje przecież na świecie sam. Jeżeli więc chcemy wzmocnić wspólnotę naszym językiem, powinniśmy zacząć od pytania, co możemy uczynić dla innych, a nie przeciw nim. Na tym polega dojrzałość społeczna, która obejmuje również sferę językową. 

Francuski filozof Emmanuel Levinas pisał, że dar mowy otrzymujemy od drugiego człowieka. Darowanie mowy jest darowaniem świata. Mówimy zawsze do kogoś. Nie jest to więc dar dla mnie samego – to jest dar dany po to, żeby stworzyć wspólnotę, po to, żeby w tej wspólnocie wytrwać. Umiejętność odpowiedzialnego użycia języka jest w rzeczywistości sztuką – sztuką bycia wśród ludzi. A odpowiedzialność za niego – to odpowiedzialność za świat, który dajemy drugiemu człowiekowi, za to, czy jest to ring bokserski, czy miejsce spokojnego dialogu. Dzięki językowi możemy spotkać się z drugim człowiekiem, możemy z nim rozmawiać i możemy z nim współdziałać. Jeżeli chcemy, żeby język tworzył wspólnotę, musimy rozmawiać tak, żeby realizowała się jego funkcja synergiczna, a nie funkcja narzędzia walki. Tę drugą funkcję znamy z dawnych czasów i pora się z nią po prostu rozstać. Dziś potrzebujemy języka, który buduje więzi międzyludzkie i służy wspólnemu działaniu w coraz bardziej skomplikowanym i trudnym świecie. 

Sztuka odpowiedzialnego użycia języka jest w rzeczywistości sztuką – sztuką bycia wśród ludzi. A odpowiedzialność za niego, to odpowiedzialność za to, jaki świat dajemy drugiemu człowiekowi. 

W sferze publicznej obserwujemy dziś zachowania językowe, które można nazwać nieodpowiedzialnymi. Językoznawcy mówią wręcz o degradacji języka jako narzędzia komunikacji. Ale to nie język się zdegradował – to jego użytkownicy nie potrafią sięgać po takie słowa, które budowałyby porozumienie, nie potrafią stawiać wymagań osobom wypowiadającym się publicznie i dają tym samym pozwolenie na destrukcję sfery publicznej, na niszczenie więzi wspólnotowych. Taki nieodpowiedzialny stosunek do języka nie sprzyja dojrzewaniu postaw obywatelskich, bo odrywa od działań dla dobra wspólnego i prowadzi do nieustannych sporów i głębokich podziałów. 

Wielu użytkowników języka sądzi, że wszyscy powinni znać ich negatywne emocje oraz sądy. W przestrzeni publicznej dają więc upust swojej niechęci do innych ludzi oraz ich działań. Byłoby zapewne lepiej, gdybyśmy mogli zaobserwować coś innego – próby zrozumienia innych ludzi, próby współdziałania, poszukiwanie sposobów komunikacji o sprawach, które nas łączą, które są wspólne. Odpowiedzialność wymaga bowiem, by rozmawiać przede wszystkim o tym, co ważne i dobre dla wspólnoty, a także by panować nad emocjami. 

Tak naprawdę, wbrew obiegowej opinii, często to, co nas dzieli, to nie wartości, lecz nieodpowiedzialny sposób użycia języka, którym o nich rozmawiamy. Wiele wartości Polacy uznają za wspólne. Kłócimy się dlatego, że nie umiemy o nich rozmawiać, nie umiemy się co do nich porozumieć. I co gorsze, nie próbujemy tego czynić, bo zbyt często wygrana z przeciwnikiem i partykularne korzyści są ważniejsze od porozumienia. 

Pamiętajmy o tym, że jedną z podstawowych wartości wspólnych jest polszczyzna – nasza polszczyzna. W niej wyrastaliśmy i w niej umrzemy. Nie zmienimy języka, którym myślimy, nie zrezygnujemy z niego. Dlatego dla dobra nas wszystkich powinniśmy używać go rozważnie, myśląc nie tylko o tym, jak dobierać słowa, lecz także o tym człowieku, który ich słucha. Myśl o języku jest bowiem zawsze myśleniem o człowieczeństwie – zarówno naszym, jak i drugiego człowieka. 

O autorce 
Dr hab. Anna Cegieła, prof. UW – językoznawca, kieruje Zakładem Edytorstwa i Stylistyki oraz Obserwatorium Etyki Słowa w Instytucie Polonistyki Stosowanej. Zajmuje się kulturą języka, leksykologią i etyką słowa. Bada język w przestrzeni publicznej. Przedmiotem jej szczególnego zainteresowania są zmiany w rozumieniu wartości oraz język debaty i sporów publicznych. Jest autorką m.?in. takich prac, jak „Moralność w perspektywie słownika i wypowiedzi”, „Słowa i ludzie. Wprowadzenie do etyki słowa”, „Studia z etyki słowa” (z Pawłem Kucińskim, Laurą Polkowską i Marzeną Stępień). Działa w Zespole Etyki Słowa Rady Języka Polskiego. 
  

Wojciech Cellary, Język innowatorów - hermetyczny, czy zrozumiały?

Ocena użytkowników: 5 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar ActiveStar Active

Prof. dr hab. inż. Wojciech Cellary
Katedra Technologii Informacyjnych
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
http://www.kti.ue.poznan.pl
za zgodą autora

W współczesnym świecie, również w Polsce,  słowem-kluczem odmienianym przez wszystkie przypadki jest „innowacyjność”, czyli wprowadzanie nowości do praktyki i ich szerokie upowszechnianie w celu pobudzenia wzrostu gospodarczego i tworzenia nowych miejsc pracy oraz podniesienia jakości życia.

Każdy nowator staje przed problemem języka, w którym wyrazi istotę nowości. Bardzo często nowość wymaga wprowadzenia nowych pojęć, a do ich wyrażenia – nowych terminów. I tu pojawiają się dwa podejścia. Zgodnie z pierwszym, nowość należy wyrażać jak najbardziej zrozumiałym językiem, adaptując słowa powszechnie używane. Zgodnie z drugim podejściem, do wyrażenia nowości należy tworzyć nowe terminy. To pierwsze podejście jest prawie zawsze stosowane w kraju nowatorskim, w którym dokonuje się odkryć (np. USA). To drugie podejście jest szeroko stosowane w krajach naśladowczych, w których często nowe terminy są po prostu kalką z obcego języka. Skutkiem pierwszego podejścia jest szybkie i łatwe upowszechnienie nowości na skalę społeczną, z pozytywnymi w konsekwencji skutkami gospodarczymi. Skutkiem drugiego podejścia jest wytworzenie hermetycznych pseudo-elit opartych na próżności, komunikujących się sobie tylko zrozumiałym językiem, które blokują wdrożenia nowości na skalę społeczną.

Rozważmy następujący przykład. Słowo „książka” jest zrozumiałe dla każdego znającego język polski. Co znaczy słowo „e-książka” łatwo się domyślić, jeśli wie się, że przedrostek „e-” systematycznie znaczy „elektroniczny” – e-biznes, e-administracja, e-zdrowie, e-bankowość, e-płatność, e-handel itd. Natomiast co znaczy „ibuk” wie tylko jakaś wąska egoistyczna  grupa oparta na wzajemnej adoracji swojej źle rozumianej wyjątkowości. To samo jest z „learningiem”, tak jakby nie funkcjonowały już w języku polskim słowa: kształcenie, nauczanie, edukacja, dydaktyka, do których bez problemu można dodać przedrostek „e-”. W Polsce tylko 9 milionów ludzi zna angielski, co oznacza, że 29 milionów go nie zna, więc „learning” z niczym się im nie kojarzy. Powinniśmy mówić „e-kształcenie”, albo „e-edukacja”. W przeciwnym razie będziemy za chwilę mówić jak niektórzy Polonusi na Greenpoint’cie: „Drajwuję karę po stricie”. To brzmi obco i śmiesznie, ale ile osób w Polsce mówi językiem typu: „Lołduję kontent z elerningu w klaudzie” ?

Neologizmy są oczywiście potrzebne, tyle tylko, że neologizmy mają język wzbogacać, a nie utrudniać! Do neologizmów należy stosować te same, jednolite zasady językowe. Albo mówimy tak, jak jest napisane po zapożyczeniu z obcego języka: na przykład „WWW” wymawiamy „wu-wu-wu”, a nie „dablju-dablju-dablju”, albo piszemy tak, aby zachować obcą wymowę: czat, interfejs. Piszmy zatem po polsku „mejl”, skoro to słowo weszło do języka polskiego z taką wymową.
Jeszcze ważniejsze jest zachowanie jednolitych zasad gramatycznych. Wszyscy powiedzą po polsku: co kupiłem? – namiot; co czytałem? – artykuł; co odebrałem? – telefon. Nikt nie powie przecież: czego kupiłem? – namiota; czego czytałem? – artykuła; czego odebrałem? – telefona. Zatem dlaczego wiele osób mówi: czego wysłałem? – mejla; czego odebrałem? – SMSa; czego napisałem? – bloga. Poprawnie przecież jest: co wysłałem? – mejl; co odebrałem? – SMS; co napisałem? – blog. Nie dość, że to są obce słowa, to jeszcze mają się do nich stosować błędne zasady gramatyki – horror!

Zrozumiałość języka używanego przez nowatorów jest bardzo ważna. Generalna zasada jest taka: jeśli ktoś ma do przekazania coś ważnego, to mówi jak najprostszym językiem, aby jak najwięcej ludzi go zrozumiało, natomiast jeśli ktoś nie ma nic ważnego do przekazania, to mówi tak skomplikowanym językiem, aby jak najgłębiej ukryć pustotę.

W Polsce jest ogromna liczba 13 milionów ludzi wykluczonych cyfrowo. Połowa z nich – z powodów technicznych i ekonomicznych, a druga połowa – tylko z powodów mentalnościowych. W trosce o tych ludzi nie dokładajmy do ich strachu przed nowoczesnością jeszcze niepotrzebnych barier językowych w imię naszej próżności.

Prezentacja do pobrania.

Sejlsforsy źle performują

Ocena użytkowników: 5 / 5

Star ActiveStar ActiveStar ActiveStar ActiveStar Active

Byłem kiedyś świadkiem, jak członkowie rady nadzorczej pewnej bardzo dużej polskiej (tak, polskiej!) firmy mówili do siebie tak: "nasze sejlsforsy źle performują, bo nie są sfokusowane na masmarkecie". Wszyscy siedzieli w eleganckich garniturach (panie w garsonkach) w eleganckiej sali konferencyjnej, a zachowywali się jak człowiek, który z własnego mieszkania uczynił śmietnik. Bo nawet nie starali się swoich językowych śmieci wywieźć do lasu. Ba — byli z nich dumni, bo przekonani, że świadczą one o ich znajomości języka obcego.

Czytaj więcej...