Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

John Kenneth Galbraith, Gospodarka niewinnego oszustwa - Prawda naszych czasów, MT Biznes 2005

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zdaniem Petera F. Druckera, wyrażonym i szeroko omówionym w jego książce "Społeczeństwo pokapitalistyczne", formacją która nastąpi, a właściwie już następuje, po kapitalizmie nie będzie — jak wieszczyli marksiści — socjalizm, ale społeczeństwo wiedzy.

Głównymi aktorami sceny gospodarczej epoki feudalizmu byli właściciele środków produkcji, a więc ziemi i warsztatów rzemieślniczych. Handlowy obrót tymi dobrami praktycznie nie istniał. W kapitalizmie, gdy na skutek rozwoju nauk przyrodniczych i technicznych zaczęto masowo wytwarzać przemysłowe i rzemieślnicze środki produkcji, stały się one dostępne w obrocie handlowym. Aktorami sceny gospodarczej zostali więc posiadacze kapitału i tak właśnie pod koniec XVIII wieku narodził się kapitalizm. Z tego punktu widzenia socjalizm to jedynie kapitalizm państwowy. Kapitalizm jednego kapitalisty, którym jest państwo. To nie żadna forma społecznie wyższa, ale forma społecznie i gospodarczo wynaturzona.

Licząc feudalizm jako pierwszą epokę gospodarczą nowożytnych dziejów świata, dziś wkraczamy w trzecią, bo jak kiedyś środki produkcji, tak dziś można (w bankach) kupić pieniądze. I to w praktycznie każdej ilości. Trzeba tylko umieć nimi korzystnie obrócić, a więc być posiadaczem wiedzy. Ten stan rzeczy Drucker nazwał społeczeństwem wiedzy. Brzmi pięknie. Mnie samego uwiodła ta idea, czego dałem wyraz w mojej "Doktrynie jakości".

Inną wersję społeczeństwa wiedzy ogłosił na pół wieku przez Druckerem amerykański socjolog Jamesa Burnham i nazwał ją menedżeryzmem. To też w jakimś sensie społeczeństwo wiedzy, tyle że wiedzy przede wszystkim związanej z zarządzaniem wielkimi korporacjami. I o tym właśnie pisze John Galbraith, choć tego zjawiska nie nazywa menedżeryzmem, ale korporacyjną biurokracją.

Zdaniem autora korporacyjna biurokracja dysponująca potężnymi środkami wpływania na stan umysłów buduje i utrzymuje pewne tradycyjne przekonania o kształcie świata, które już dawno przestały być prawdziwe. I to właśnie ma na myśli pisząc o oszustwach:

Wbrew oficjalnym poglądom na ekonomię i gospodarkę, korporacjami nie rządzą już właściciele, ani nawet ich rady nadzorczej, ale menedżerowie. To oni podejmują najważniejsze decyzje, to oni sami sobie wyznaczają monstrualne wynagrodzenia. Efektywną siłę we współczesnym przedsiębiorstwie (…) stanowią kierownicy, nie zaś właściciele kapitału. (…) Kapitalizm ustąpił kierownictwu oraz biurokracji, znaczenie właścicieli jest pozorne — jest fikcją. Oto oszustwo — pisze Galbraith. I dalej: Nie ma istotnego poczucia winy (w tej sprawie, przyp. mój); bardziej prawdopodobne jest samozadowolenie.

Nie jest też prawdą, że to rynek decyduje o produkcji, że producent wytwarza to, co konsument chce kupić. Coraz częściej jest całkiem na odwrót:

W świecie realnym firma produkcyjna i przemysł posuwają się do wyznaczania cen i ustalania popytu, wykorzystując w tym celu monopol, oligopol, projekt produktu i jego wyróżnianie, reklamę oraz innego rodzaju promocję sprzedaży i handlu. (…) Wskazanie na system rynkowy jako łagodną alternatywę wobec kapitalizmu jest mdłym, pozbawionym znaczenia maskowaniem głębszej rzeczywistości korporacji — siły producenta rozciągającego swój wpływ, a nawet kontrolę, na popyt konsumencki. (…) O tym, że rynek jest poddany zręcznym i zdolnym kierownictwom, w nauczaniu ekonomii przeważnie nawet się nie wspomina. Oto oszustwo.

Dotyczy to również mechanizmów wyborczych:

Zarówno głosowanie, jak i wybór nabywcy są poddane potężnemu dobrze finansowanemu zarządzaniu reakcją publiczną. (…) Oto akceptowane oszustwo — także w dziedzinie nauczania akademickiego. (…) Wiara w gospodarkę rynkową, w której konsument jest suwerenem, jest jedną z najbardziej powszechnych postaci oszustwa. (…) Oszustwo to ma akceptowalne aspekty ceremonialne: jednym z nich jest rada nadzorcza selekcjonowana przez kierownictwo, w pełni podporządkowana kierownictwu, lecz wysłuchiwana, jakby była głosem akcjonariuszy.

Kolejne oszustwo to powszechnie szerzony pogląd, że biurokracja jest wyłączną domeną instytucji państwowych. Tymczasem biurokracja korporacyjna nie jest lepsza od państwowej, a na dodatek dysponuje znacznie skuteczniejszymi narzędziami manipulowania opinią społeczną (o czym wyżej). Galbraith dostrzega jednak różnicę pomiędzy korporacją a małą firmą rodzinną, o której wyraża się z sympatią:

Właściciel pracuje w swym przedsiębiorstwie; jest odpowiedzialny za jego kierunek i sukces. Jednakże, na małego detalistę czyha Wal-Mart. Na rodzinną farmę — wielkie przedsiębiorstwo produkcji zbożowej (…) Gospodarcza i społeczna dominacja wielkich firm jest jednak akceptowana.

Galbraith demaskuje też wiarygodność wielu prognoz finansowych, co zresztą nie przychodzi mu z trudem, bo ostatnie dwa wielkie światowe kryzysy dostarczyły aż nadto bolesnych dowodów.

Chodzi o to, że przyszłych wyników ekonomicznych gospodarki, przejścia od dobrych czasów do recesji czy depresji i na odwrót, nie da się przepowiedzieć. (…) Rady i wskazówki finansowe, choć bezwartościowe, mogą być przez pewien czas finansowo opłacalne. Potem przychodzi nadrzędna prawda.

Jako szczególnie wyrazisty przykład tej tezy Galbraith podaje przypadek Doliny Krzemowej, której firmy były wysoko cenione przez giełdowych brokerów. Ich wartości niezmiennie rosły, bo …, ich wartości niezmiennie rosły.

Rzeczone firmy były entuzjastycznie chwalone, a ich założyciele wciąż nagradzani. Autorzy prognoz byli dobrze opłacani, to nie było całkiem niewinne. (…) Na Wall Street ekonomiści nie ograniczali się do biernego przyjmowania nie upraszanych nagród. Woleli prognozować to, co przynosiło największe korzyści tym, którzy zlecali im przeprowadzanie badań.

Inna prawda, którą Galbraith poddaje w wątpliwość, to wpływ działań Rezerwy Federalnej na gospodarkę. Wiara w ten wpływ wynika z przekonania, że firmy wtedy inwestują, kiedy kredyt jest tani. Tymczasem prawda jest taka — z czym jako przedsiębiorca nie mogę się nie zgodzić — że firmy inwestują nie wtedy, gdy kredyt jest tani, ale wtedy, gdy koniunktura gospodarcza zapewnia dostateczny poziom pewności, że inwestycja się opłaci. Cena kredytu może zmienić decyzje inwestorów jedynie wtedy, gdy zmienia się dramatycznie, a więc o kilka lub kilkanaście punktów procentowych, ale nie o ćwierć punktu, a choćby i o cały!

Łagodne środki stosowane przez Rezerwę Federalną uważa się za najbardziej aprobowane, najbardziej akceptowane ze wszystkich działań ekonomicznych. Są także jawnie nieskuteczne. Nie osiągają tego, co — jak się zakłada — mają osiągnąć. Recesja i bezrobocie oraz boom i inflacja wciąż się utrzymują. Oto nasza najbardziej hołubiona, a przy bliższym zbadaniu najoczywistsza forma oszustwa. (…) Firmy nie zaciągają pożyczek i nie powiększają produkcji, której nie da się sprzedać.

Potęga i wszechobecność korporacji powodują, że gdy pojawiają się w ich obszarze działania nieuczciwe — jak na przykład we wskazanym przez Galbraitha przypadku firmy Enron — mogą mieć destrukcyjny wpływ na gospodarkę świata. Trzeba więc postawić im tamę na poziomie legislacyjnym.

Trzeba dostrzec, że właściwe zachowania korporacji wraz ze skuteczną regulacją leżą przede wszystkim w interesie publicznym. (…) Nikt nie powinien zakładać, że udział rad nadzorczych i akcjonariuszy w nadzorowaniu jest wystarczający. Środki naprawcze i zabezpieczenia muszą mieć siłę prawa. (…) Kierownictwo korporacji musi mieć siłę działania, ale nie na pozór niewinnej kradzieży.

Ostatnim aspektem podejmowanym przez Galbraitha jest polityka państw w obliczu recesji. Tu przeciwstawia się on typowej strategii walki z recesją przez ulgi podatkowe dla firm i ograniczanie wydatków socjalnych.

Recesja wymaga solidnego strumienia siły nabywczej, zwłaszcza dla potrzebujących, którzy będą wydawali. Tu skutek jest pewny, lecz jest też opór wobec bezużytecznego współczucia. Można tak odrzucić to, co najlepiej służy interesom finansowym kierowników. Mogą być finansowane nagrody, najczęściej ulgi podatkowe, dla społecznie wpływowych. Wobec braku potrzeby być może nie zostanie to wydane. Potrzebującym odmawia się pieniędzy, które z pewnością by wydali; zamożnym przyznaje się dochód, który niemal z pewnością zaoszczędzą.

*  * *

John Kenneth Galbraith (1908 – 2006) amerykańsko-kanadyjski ekonomista. Autor 31 książek, doktor honoris causa Harvard University, Oxford University, University of Toronto, a także uniwersytetów w Paryżu i Moskwie.