Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Radość z działania

Nowiny Raciborskie 2012
Rozmawiał Arkadiusz Gruchot

Przyjechał pan do Raciborza na zaproszenie Raciborskiej Izby Gospodarczej by wręczyć nagrody gospodarcze, wygłaszać wykłady, rozmawiać z przedsiębiorcami, doradzać im. Wszystko  bezpłatnie. Proszę powiedzieć co pana-człowieka w wieku 72 lat, spełnionego, którego sukcesy, tytuły i honory nie zmieściłyby się zapewne na całej kolumnie naszej gazety – motywuje by, spędzając za kierownicą wiele godzin, dotrzeć do naszego miasta czyli z perspektywy Warszawy gdzieś na koniec Polski?

Przede wszystkim autentyczna radość z działania. Ale wspiera ją niewątpliwie satysfakcja z tego, że to co piszę, mówię i w co wierzę znajduje coraz więcej zwolenników. Mam tu na myśli głównie idee i pomysły, które zawarłem w książce „Doktryna jakości — rzecz o skutecznym zarządzaniu” (Moja książka "Doktryna jakości") Wypomniał mi pan te 72 lata, więc wykorzystam to by powiedzieć, że nie wolno ze słowem „emerytura” utożsamiać bezczynności, zamknięcia się w czterech ścianach własnego domu, co się zresztą zazwyczaj kończy depresją, poczuciem wykluczenia. Owszem, pewnie nie wszystkie prace i zajęcia można wykonywać przez całe życie, nie wymagajmy by górnik na przodku pracował do siedemdziesiątki. Jednak to aktywność, a nie bierność jest naturalnym stanem rzeczy. Podobnie jak praca nie jest straszną uciążliwością czy karą za grzechy.

Praca może nie być uciążliwością wtedy, jeśli odbywa się wg zasad, które pan opisuje i postuluje w swojej książce czyli w największym skrócie jeśli pracodawca i pracownik traktują się po partnersku. Czy nie jest pan romantykiem, idealistą?

Nic podobnego. Traktowanie i wynagradzanie pracowników „godnościowo” ma sens. Praca pod wpływem strachu, nadmierna presja, wynagrodzenie uzależnione na sztywno od sprzedaży, komunikacja szef-pracownik tylko w jedną stronę czy nawet metoda „kija i marchewki” po prostu nie działają dobrze. Przekonuję do tego od 15 lat i spotykam coraz więcej przedsiębiorców, którzy mówią „przeczytałem pana książkę, wprowadziłem zmiany i to działa”. I to nie tylko w małych firmach. Polecam książkę Stephena Younga, która w Polsce ukazała się pod tytułem „Etyczny kapitalizm”, w której podaje on szereg przykładów dużych, światowych firm, gdzie takie podejście również się sprawdza.

Jak zareagowali na pana poglądy raciborscy przedsiębiorcy?

Spotkałem się nie tylko z zainteresowaniem, ale i przykładami, że zasady które promuję już funkcjonują w firmach. Bardzo podoba mi się na przykład podejście jednego z szefów, i to dużej raciborskiej firmy, do którego raz w tygodniu pracownicy mogą przyjść i porozmawiać o swojej pracy. On takiego pracownika wtedy pyta: co mogę zrobić, aby ci się lepiej pracowało?  Ten prezes rozumie, że poprawienie warunków pracy leży w interesie firmy, że pracownicy mają wielką wiedzę na temat procesu pracy, który można usprawnić z pożytkiem dla wszystkich.

Spędził pan w Raciborzu dwa dni wypełnione od świtu do późnej nocy rozmowami z przedsiębiorcami, studentami, wykładami, zwiedzaniem. Jakie opinię o mieście zabierze pan ze sobą do Warszawy?

Racibórz to niewątpliwie miasto przedsiębiorcze. Kiedy spotykam się z właścicielami małych firm to utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy narodem przedsiębiorczym, uczciwym, pracowitym. O tych małych, rodzinnych firmach mówi się mniej niż o dużych, a to przecież one dają najwięcej miejsc pracy i stabilność ekonomiczną i społeczną państwa. Znajduję w Raciborzu wiele dobrych, optymistycznych przykładów rozwoju firm rodzinnych, czasem już dwupokoleniowych, spotkałem dojrzale myślących przedsiębiorców, doskonale znających swój biznes, rynek, gotowych ciężko pracować.

Czy działalność gospodarcza w modelu firmy rodzinnej, którą pan promuje to rzeczywiście dobry pomysł na dzisiejsze czasy? Czy wobec narastającej, często nieuczciwej konkurencji wynikającej z procesów globalizacyjnych, nieprzyjazności prawa gospodarczego i wielu innych plag nękających małego przedsiębiorcę, nie lepiej zachęcać dzieci do zdobywania innych kwalifikacji i szukania zatrudnienia w urzędach, korporacjach?

Przede wszystkim do nauki i zdobywania nowych kwalifikacji dzieci zachęcać trzeba zawsze. Mój ojciec też mi kiedyś poradził, żebym wybrał sobie taki zawód, który da mi niezależność od firmy, co przecież nie przeszkadza bym ją kiedyś poprowadził. Zresztą dziś pojęcie uczenia się odnosimy także do przedsiębiorstw. Szansę na sukces, na utrzymanie się na rynku mają wyłącznie firmy „uczące się” czyli nie poprzestające na raz zdobytej wiedzy. Należy ją pogłębiać nie tylko w zakresie technologii, potrzeb rynku, działania i metod konkurencji, ale coraz częściej nawet w takich dziedzinach, jak psychologia społeczna, bo to jej zasady rządzą coraz częściej zachowaniem konsumentów.

Dużo tych wyzwań…

Ja nie mówię, że prowadzenie firmy rodzinnej to jest pomysł dla każdego. Jeśli jednak ktoś chce mieć bezpośredni wpływ na swój los, jeśli nie boi się odpowiedzialności, ciężkiej pracy i ryzyka to własna działalność może dać mu wiele pożytków, satysfakcji oraz zapewnić bezpieczeństwo ekonomiczne. O tym ostatnim wspominam także w kontekście bieżącej dyskusji o przyszłych emeryturach Polaków. Zdaniem ekspertów Centrum Adama Smitha obecny system emerytalny nie pozwoli większości Polaków na godne życie tylko z państwowej emerytury. Emerytura prawdopodobnie będzie w przyszłości miała wysokość i funkcję pewnego minimalnego świadczenia, które nie zapewni jednak przyzwoitego standardu życia. Trzeba ją będzie uzupełniać o dodatkowe dochody i o tym trzeba myśleć  dużo wcześniej, W tym kontekście dobre rodzinne przedsiębiorstwo to świetne zabezpieczenie finansowe, na które wpływ mamy my, a nie wielkość deficytu budżetowego, ZUS, itp.

Trudno jednak nie zauważyć, że to właśnie małe firmy są najbardziej bezbronne wobec wielu zjawisk zachodzących we współczesnej gospodarce, nie mówiąc już o kryzysie. Duże mogą zamknąć jeden z działów, zredukować zatrudnienie, żyć przez jakiś czas z nagromadzonych rezerw…

To oczywiście prawda, jednak małe firmy też mają w ręku wiele cennych atutów. Na przykład ogromną elastyczność i zdolność adaptacji do warunków otoczenia, rezerwy wynikające z autentycznego zaangażowania, motywację do przezwyciężania trudności i ciężkiej pracy, dobrą „rodzinną” energię. A jeśli chodzi o sam kryzys to bardzo lubię pewną prostą definicję odnoszącą się do jego skutków. Otóż kryzys oczyszcza firmy z niepotrzebnych kosztów, a rynek z niepotrzebnych firm. Warto o tym pamiętać.

Wybrane wywiady