Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Obywatel z ograniczoną odpowiedzialnością

Od dłuższego już czasu ulubione pytanie stawiane politykom przez wyborców i dziennikarzy brzmi: co zrobicie — albo co zrobiliście — aby nasza młodzież nie szukała pracy zagranicą. Parę osób już na tym pytaniu poległo, parę innych sypnęło obietnicami bez pokrycia, może więc warto zastanowić się wpierw dlaczego młodzież (i nie tylko młodzież) wyjeżdża z kraju za chlebem.

Indywidualnych powodów może być oczywiście wiele, ale ten najważniejszy i najczęstszy jest chyba jeden — w bogatszych krajach zarabia się lepiej.

Mimo niewątpliwego skoku gospodarczego jaki był udziałem Polski w ciągu ostatnich 25 lat, nadal jesteśmy jednym z najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej. Na skali produktu krajowego brutto na głowę mieszkańca — i to już po skorygowaniu go siłą nabywczą pieniądza — za nami są w Unii jedynie Węgry, Łotwa, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria. Jednakże w kompleksy nie powinniśmy wpadać. W latach 2004-2014 mieliśmy najszybszy wzrost PKB w całej Unii, a nasz cenowo-normowany PKB per capita urósł w stosunku do niemieckiego z 35 proc. w roku 1990, do ponad 60 proc. dziś. Dziś więc statystyczny Polak wytwarza 60 proc. tego, co statystyczny Niemiec. W stosunku do Anglii ten wzrost był jeszcze większy. 

Nie zapominajmy też, że przez ostatnie 25 lat PKB rósł nie tylko w Polsce, ale w całej Unii, nie goniliśmy więc krajów stojących w miejscu.

Wobec tych faktów należy sobie wyraźnie powiedzieć, że najwięcej w sprawie emigrującej młodzieży zrobić mogą nie politycy, ale pracujący Polacy, bo to my — polscy obywatele, pracownicy i przedsiębiorcy — budujemy dobrobyt naszego kraju. To dobrze, że mamy otwarte granice dla produktów i pracy, to dobrze ze Polacy mają wpływ na budowanie dobrobytu całej Unii, trzeba wszakże pamiętać i o tym, że dobrobyt Polski najskuteczniej buduje się tu na miejscu. Co więc może zrobić młody człowiek, aby nie był zmuszony szukać chleba z daleka od ojczyzny?

Pierwsza rzecz, to właściwy wybór przyszłego zawodu. Ten radziłbym wybierać przynajmniej w części idąc za wyborem serca, a więc co chciałbym w życiu robić, a niekoniecznie — co chciałbym możliwie szybko mieć. Zwykle jest bowiem tak, że robiąc to, co lubimy, robimy to dobrze. A jak robimy dobrze i z radością, to mamy znacznie większą szansę na sukces, niż kiedy idziemy do pracy z syndromem poniedziałku: kurde! — jutro poniedziałek i znów to tej cholernej roboty.

Druga rzecz, nie mniej ważna od pierwszej, to ocena, czy jest zapotrzebowanie na to, co chcę robić. Zapotrzebowanie na pracę, gdy zamierzam być pracobiorcą, lub na mój przyszły produkt czy usługę, gdy zamierzam otworzyć własną firmę.

Nie mam większych do świadczeń jako pracownik, ale z obserwacji innych mogę powiedzieć, że jest to droga gdzie w jakiejś mierze przychodzimy na gotowe. Zatrudniamy się w firmie, która ma już własną strukturę, strategię, plany i zasady organizacyjne. Ma też rynek i klientów. Jest to więc droga w miarę bezpieczna, jednakowoż jedynie wtedy, gdy tę wymarzoną lub choćby akceptowaną pracę zdobędziemy. A jeżeli nasze pierwsze miejsce pracy porównać do żaglowca, to na stanowisko kapitana raczej liczyć nie należy. Pewnie przez jakiś czas będziemy szorować pokład i klarować olinowanie.

Możemy też zbudować własny żaglowiec. Pewnie na razie prostą płaskodenną żaglóweczkę, ale własną. Na początku będziemy na niej kapitanem, sternikiem i majtkiem w jednej osobie. Jednakże stopień naszej wolności będą ograniczały jedynie morskie prądy, wiatry i mielizny, których zresztą lekceważyć nie należy. Możemy polec w walce ze sztormem lub brakiem wiatru, ale możemy też zwyciężyć. Mamy szansę 1 na 10, bo z dziesięciu firm, które dziś powstały na świecie, za dziesięć lat, zostanie tylko jedna. Jednakże to ryzyko podjąć warto, bo nagrodą za nie jest wolność wyboru.

Wracając do wyboru zawodowej specjalności warto też wiedzieć, że liczne wydziały zarządzania i marketingu produkują — wbrew oczekiwaniom absolwentów — wcale sporą rzesze bezrobotnych, a w najlepszym razie nie pracujących we własnym zawodzie. Tych „specjalistów” mamy już w Polsce nadmiar, a i zagranicą niewielu z nich znajdzie zatrudnienie, bo przygotowanie mają nader często dość powierzchowne. Jeżeli więc już decydować się na ten kierunek, to jedynie na dobrej uczelni.

Natomiast stale brak nam ludzi na wszystkich szczeblach wykształcenia technicznego — od technika-wykonawcy po inżyniera-konstruktora z dyplomem doktora. Z wykształceniem technicznym znacznie łatwiej znajdziemy pracę w dużej firmie, jak też i założymy własną. Nie będziemy się rozglądać za lokalem na kolejny w naszym mieście drink bar, który upadnie po kilku miesiącach, ale za garażem, gdzie moglibyśmy uruchomić pierwszą produkcję, jak ongiś Steve Jobes i Steve Woźniak — twórcy sukcesu firmy Apple.

Nie opowiadajmy też sobie i innym, że w Polsce to niemożliwe. Od kilku lat jestem członkiem Kapituły Konkursu na Mikroprzedsiębiorcę Roku przy Fundacji im. Leopolda Kronenberga, gdzie corocznie przyznajemy nagrody wybitnym firmom, których zatrudnienie nie przekroczyło ośmiu osób. Ogromna większość z tych firm jest oparta na wiedzy technicznej ich właścicieli. Jeden z naszych laureatów to Digital Core Design, firma która tworzy i sprzedaje projekty mikroprocesorów przemysłowych. Wśród swoich produktów ma najszybszy przemysłowy mikroprocesor świata — 40 razy (!) szybszy od analogicznego procesora firmy Intel. Ma sprzedanych ponad 300 licencji do 200 odbiorców na całym świecie. Zlokalizowana w Bytomiu, zatrudniająca osiem osób, jest dziś firmą globalną, bo produkty wykonane w oparciu o jej projekty funkcjonują w ponad 100 milionach urządzeń na całym. Istnieje od roku 1999.

Każdy młody człowiek wchodzący w dorosłe życie marzy oczywiście o odniesieniu sukcesu. Posłuchajmy więc, jakich rad udzielają w tej mierze moim dwaj przyjaciele, wytrawni psychologowie biznesu: Jacek Santorski i Jacek Jakubowski. Pierwszy z nich receptę na sukces zamyka w czterech słowach: przestań zajmować się sobą. Zastanów się, co pożytecznego możesz zrobić dla innych. Co możesz zrobić, czego inni potrzebują? Mój drugi przyjaciel jest równie oszczędny w słowach: działaj samodzielnie, ale nie samotnie.

Jednakże to, jak firmy rosną, a wraz z nimi nowe miejsca pracy i wynagrodzenia, zależy nie tylko od pracowitości Polaków, ale też od administracyjno-prawnych warunków gospodarowania w naszym kraju. A na to wpływ mają właśnie politycy. Zobaczmy więc, jak mają się te warunki w Polsce do brytyjskich, gdzie emigruje znaczna część naszych młodych rodaków; dane z maja 2015 r. Za ich udostępnienie dziękuję pani mec. Agacie Dmoch mającej swoją kancelarię prawną w Wielkiej Brytanii.

Jak podaje Centre for Enterpreneurs, ze wszystkich zagranicznych nacji, których obywatele założyli swoje firmy w Zjednoczonym Królestwie (ZK), Polska znajduje się na szóstym miejscu po Irlandii, Indiach i USA. Zdystansowaliśmy natomiast takie kraje jak Francja, Australia i Holandia. Ponad 21 tys. Polaków w ZK założyło blisko 22 tys. firm, a pozostałe 65 tys. pracuje w formule samozatrudnienia.

Warunki prowadzenia firm — a w szczególności tych najmniejszych — są w ZK znacznie bardziej przyjazne niż w Polsce. Jaśniejsze przepisy, sprawniejszy system sądowniczy, bardziej przyjazne podejście do przedsiębiorców ze strony państwa i jego służb, a w tym:

  • W naszym kraju sprawozdania finansowe składa się do urzędów skarbowych raz miesiącu, a w ZK płatnicy VAT składają je raz na kwartał, a pozostali — raz w  roku.
  • Obowiązek płacenia VAT w Polsce zaczyna się od rocznego przychodu powyżej 150 tys. zł, w ZK od 82 tys. £ (ca. 460 tys. zł).
  • W Polsce VAT odprowadza się raz w miesiącu lub kwartalnie, w ZK kwartalnie.
  • W Polsce podatek dochodowy odprowadza się co miesiąc od momentu rozpoczęcia działalności, w ZK jest płacony raz w roku, ale po raz pierwszy po 21 miesiącach od rozpoczęcia działalności (przez 21 miesięcy można więc obracać przyszłym podatkiem dla rozwijania firmy).
  • Okres zakładania spółki: w Polsce 1-2 miesiące, w ZK — 24 godziny pocztą lub przez Internet.
  • Dostęp do finansowania: w Polsce niełatwy, w UK wiele źródeł typu Venture Capital lub Business Angels.

Niższe są też opłaty i podatki:

  • Minimalny kapitał dla założenia spółki z o.o.: w Polsce 5 tys. zł w ZK — 1 £
  • Opłata za założenie spółki: w Polsce minimum 1.100 zł (z notariuszem), w ZK — 15 £ (on-line) lub 40 £ tradycyjnie; notariusz nie jest wymagany.
  • Kwota wolna od podatku dochodowego: w Polsce 3.091 zł, w ZK — 10.600 £ (blisko. 60 tys. zł).
  • Kwota wolna od podatku od dywidend: w Polsce 0 zł, w ZK — 32 tys. £ (ca. 180 tys. zł).
  • W Polsce ZUS 1.000 zł miesięcznie, w ZK National Insurance 15 £ (ca. 60 zł).

Tyle porównań. W Zjednoczonym Królestwie żyje się lepiej ludziom, bo żyje się lepiej firmom. Słyszymy często, że w Polsce mamy jedne z najniższych podatków w Unii Europejskiej. W świetle powyższych faktów jakoś nie bardzo potwierdza się ta opinia. Przynajmniej dla firm małych i mikro, które w Polsce stanowią przeważającą większość.

Zresztą i dla firm dużych podatki nie są aż tak niskie, jak to się często przedstawia. Co prawda 19 proc. podatku CIT to rzeczywiście niewiele, jednakże stopa podatku, to tylko jedna strona medalu. Druga, ta mniej widoczna, to podstawa, do której się ową stopę stosuje. Zdawałoby się, że w przypadku CIT, który jest podatkiem od dochodu, powinno się ją stosować do księgowego zysku brutto. Tak jednak nie jest, z czego zresztą wielu rzeczników podnoszenia podatków nie zdaje sobie sprawy. Stawkę podatku CIT stosuje się do tzw. „podstawy opodatkowania”, która powstaje z podniesienia zysku brutto o wiele rodzajów kosztów „nie będących kosztami uzyskania przychodu”. Co jest znamienne, w miarę jak w Polsce stopa CIT malała z początkowych 38 proc. do dzisiejszych 19, ta lista kosztów stawała się coraz dłuższa. W latach 1997 do 2006 w  mojej firmie udział podatku CIT w zysku brutto wahał się pomiędzy 24 a 58 proc. Taka więc była rzeczywista stopa podatku CIT, którą płaciłem. Więcej na ten temat na ten temat w artykule Państwo solidarne z fiskusem.

Wracając do pytania w sprawie emigrującej młodzieży należy sobie też powiedzieć, że mimo iż część przyczyn leży po stronie polityków, to tych polityków wybiera nie kto inny, ale my sami. Prosperity naszego kraju leży więc w naszych rękach. Nie mówmy za tym, że nic nie da się zrobić i że każda zmiana będzie lepsza od tego co mamy. Bo gorzej też jeszcze może być. A jeżeli uważamy nie mamy na kogo głosować, to twórzmy politykę sami zaczynając od obywatelskich organizacji. Inicjujmy obywatelskie projekty i wspierajmy tych polityków, którzy są gotowi rzeczywiście dbać o Polskę. By nie było tak, że trzeba kłamać, aby wygrać wybory. Pamiętajmy też, że Polska, to nie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. To raczej spółka partnerska, w której każdy partner wnosi osobisty wkład pracy, a za długi odpowiada całym swoim majątkiem. Grecja daje nam właśnie przykład, czym kończy się Kraj sp. z o.o.

Czytelnikom zainteresowanym szerszą naukową analizą przyczyn emigracji polskiej młodzieży gorąco polecam tekst "Polska pod lupą młodzieży" autorstwa pani prof. Krystyny Szafraniec.