Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Narodziny gwiazdy

Rozmiar tekstu

Skąd wzięła się nasza książka?

Za zgodą naszego wydawcy Helion SA — za co składamy Mu w tym miejscu serdeczne podziękowanie — zarówno nasza książka, jak i dołączony do niej szablon stylów, są dostępne do bezpłatnego pobrania:

Pobierz książkę.

Pobierz szablon.

Nasz podręcznik można również nabyć w internetowej księgarni Helion.pl.

Od pierwszych chwil, gdy komputery wyszły z zaczarowanego kręgu ośrodków obliczeniowych i stanęły na biurkach użytkowników – co na szerszą skalę nastąpiło w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku – informatycy zabierali się za pisanie podręczników dla „zwykłego” odbiorcy. Powodowani charakterystyczną dla nich zawodową pychą uznali swoich przyszłych czytelników za beznadziejnych idiotów, a także ludzi leniwych i pozbawionych ambicji. Było to szczególnie widoczne na rynku księgarskim USA, gdzie zaczęły się pojawiać książki takie jak "The Complete Idiot’s Guide to Microsoft Word 97" czy też "The Complete Idiot’s Guide to Excel", które następnie trafiały na rynek polski w serii "Nie tylko dla orłów". Tymczasem to raczej autorzy tych książek zasługiwali na miano „mądrych inaczej”, i to nie tylko w zakresie sztuki pisania podręczników, ale też – niestety nazbyt często – samej informatyki.

Ta pożałowania godna sytuacja doprowadziła do zjawiska nieznanego w innych dziedzinach nauki i techniki. Zaczęły powstawać podręczniki posługiwania się dość złożonymi obiektami technicznymi, takimi jak edytory tekstów, arkusze kalkulacyjne, systemy baz danych, a nawet języki programowania, napisane językiem pozbawionym praktycznie jakiegokolwiek specyficznego aparatu pojęciowego.

Czy można sobie wyobrazić podręcznik prowadzenia samochodu napisany dla czytelnika niemającego pojęcia o podstawach fizyki i techniki? Oczywiście musiałby on zaczynać się od choćby najkrótszego wprowadzenia w te właśnie podstawy. Niestety autorzy podręczników z zakresu systemów komputerowych nie wpadli na ten pomysł. Pisali i piszą swoje podręczniki gazetową prozą, co prowadzi do powstania tekstów równie długich, co nieczytelnych. Dla przykładu dalece niekompletne podręczniki dotyczące Worda 97 i Excela 97 zawierały po 950 stron każdy, a napisane były językiem tak dziecinnym, że dotarcie do tego, co w nich istotne, może zająć tygodnie.

Wraz z pojawianiem się kolejnych, coraz bardziej złożonych wersji programów sytuacja tylko się pogarszała. Podstawą podręczników są często przykłady, co oczywiście uniemożliwia samodzielne zrobienie czegoś, co akurat odbiega od pokazanego wzoru (choćby w szczegółach). Dobrą ilustracją "przykładologii" może być anegdota o tym, jak ktoś tłumaczył znajomemu, że język niemiecki jest bardzo prosty. Mówił tak: Tylko posłuchaj - dzień dobry to guten Tag, dowidzenia - auf wiedersehen, no i tak dalej.

Nieprofesjonalny styl podręczników powoduje, że olbrzymia większość użytkowników systemów informatycznych nie wykorzystuje więcej niż procenta narzędzi oferowanych przez te systemy. Praktycznie nikt nie bierze też udziału w porządnym szkoleniu. Wszyscy żyją w przekonaniu, że podstawowy (intuicyjny) poziom obsługi programu właściwie wystarcza, a opanowanie go w nieco większym stopniu przekracza ich możliwości intelektualne. Nie wiedząc, czego nie wiedzą, korzystają z komputera tak, jak z samochodu korzysta jego właściciel, który nabył swój pojazd jedynie po to, aby słuchać zamontowanego w nim radia.

Każdy z nas widział teksty, w których wszystkie wiersze kończą się znakiem końca akapitu, a przejście do nowej strony jest wymuszane dostawieniem kilkunastu pustych wierszy. Niestety cała wina za tę sytuację leży po stronie informatyków.

Aby przekonać siebie i innych, że mamy rację, postanowiliśmy podjąć próbę napisania podręcznika komputerowej edycji dokumentów dla czytelnika takiego, jaki jest on w rzeczywistości, a więc inteligentnego. Każdy bowiem, kto w ogóle ma potrzebę tworzenia dokumentów, jest dostatecznie wykształcony i inteligentny, aby nie trzeba było mówić do niego językiem dziecka i prowadzić jego ręki po klawiaturze przy kompletnie wyłączonej pracy mózgu. Pierwszą wersję tego podręcznika jeden z nas (wiadomo który) napisał w latach 90. XX wieku dla pracowników firmy cukierniczej, w której był akurat prezesem.

Opanowywanie konkretnego systemu komputerowego takiego jak Word, Excel czy PowerPoint przebiega analogicznie do nauki języka. W rzeczywistości jest to nauka języka poleceń, jakie człowiek wydaje komputerowi. Zastanówmy się, jakie wnioski można wyciągnąć z tej obserwacji.
Są dwie odmienne sytuacje, w których uczymy się języka – nauka języka ojczystego i nauka języka obcego. W pierwszym przypadku przyswajamy przede wszystkim pojęcia. Szkolne lekcje języka polskiego to jedynie część tej nauki. Języka ojczystego uczymy się też na lekcjach matematyki, fizyki, biologii, historii, a nawet gimnastyki i rysunków. Uczymy się, co oznacza „pierwiastek kwadratowy”, „napięcie prądu”, „stawonogi” itp. Znajomość tych pojęć i słów też składa się na naszą znajomość języka ojczystego. Nauka tego języka to nie nauka słówek. To przede wszystkim – powtórzmy – nauka pojęć będących znaczeniami słów. To przyswajanie pewnej uniwersalnej wiedzy, która nie zależy od tego, w jakim języku ją zdobywamy. Wykształcony Polak, Francuz i Niemiec wiedzą to samo, mimo że wyrażają tę wiedzę w różnych językach.

Nauka systemów komputerowych powinna być w dużej mierze podobna do nauki języka ojczystego. Powinna być w pierwszym rzędzie uczeniem się pojęć („akapit”, „ilustracja”), a dopiero w drugim – nauką słów w specyficznym języku programu, np. edytora („Pole Wcięcie / Z lewej w oknie otwieranym poleceniem Narzędzia główne / Akapit”). Tymczasem większość podręczników uczy nas słów, poświęcając niewiele uwagi ich znaczeniu. Wielu uczniów przyjmuje więc pasywny stosunek do tej nauki: „Ja niczego nie muszę wiedzieć, powiedz mi tylko, które guziki naciskać i w jakiej kolejności”. No i podręczniki pełne są takich właśnie guzikologicznych przepisów:

  1. Wybierz polecenie…
  2. Naciśnij Ctrl+U
  3. Upewnij się, że…
  4. Kliknij…

Aby lepiej pojąć absurdalność tej „metody”, wyobraźmy sobie, że uczymy kogoś nawigacji morskiej, stawiając go obok kapitana okrętu z zadaniem nauczenia się (najlepiej w kolejności alfabetycznej!) wszystkich poleceń, jakie wydaje on marynarzom. Zatem pierwszy apel, jaki należy skierować do nauczycieli informatyki stosowanej, brzmi:

W pierwszym rzędzie wyjaśnij istotę zadań,
które twoi uczniowie będą wykonywali za pomocą danego systemu komputerowego.
Guzikologii nauczą się przy okazji.

W tej książce nie opisujemy szczegółowo wszystkich okien, list i menu interfejsu, zwłaszcza że szczegóły zmieniają się w kolejnych wersjach programu. Na przykład, aby uzyskać dostęp do menu poleceń dotyczących plików w wersji 2007, klika się przycisk z symbolem pakietu Office, a w późniejszych wersjach korzysta się z zakładki Plik. W różnych miejscach znajdują się także ważne menu Opcje i Właściwości. Zakładamy, że średnio zaawansowany użytkownik już sobie z tym radzi, skupiamy się więc na zasadach poprawnego przygotowania dokumentu. W razie potrzeby każde polecenie można znaleźć, korzystając z wbudowanej pomocy.

W nauczaniu systemów komputerowych można też, a nawet należy wykorzystać doświadczenia zdobyte przy nauczaniu języków obcych, dzięki którym tych języków uczymy się dziś kilkukrotnie szybciej niż dawniej. Otóż normalnie rozwinięty język etniczny (a więc polski, francuski, angielski, …) zawiera ponad 100 000 słów. Jednak aby takim językiem posługiwać się sprawnie w typowych codziennych sytuacjach, wystarczy znajomość zaledwie 1500 słów. Rzecz w tym, że nie dowolnych, ale najczęściej używanych. Kiedyś wtłaczano do głowy znacznie więcej słów, aby przy okazji objąć i te najpotrzebniejsze. Dziś dla większości rozwiniętych języków świata wiemy, które słowa należą do tej czołówki, możemy więc tworzyć bardzo efektywne programy nauczania. Drugi wniosek z naszych rozważań jest więc następujący:

Nie ucz od razu wszystkiego.
Zacznij od tego, co najpotrzebniejsze.

Tyle ogólnych obserwacji na początek. Aby zilustrować je w nieco swobodniejszym tonie, przytaczamy pewną niezupełnie zmyśloną historyjkę.